FORUM MŁODYCH
1. Jakub Sosnowski
2. Bolek Kubicki
3. Adrian M. Kędzia
4. Ikar
5. Marcin Lada
6. Adam Zaklukiewicz
7. Ewelina Martyna
8. Małgorzata Anna Szczecińska
9. Anna Kołodziej z Doboszowic III LO, kl. IIc
10. Daniel Tęcza z Lubina
Dalej>>
1. Jakub Sosnowski
Jakub Sosnowski
1. xxx zmęczone cienie grzeja się słońcem pod wioseną zgnilizną w południe oddychaja-lekko-sobą na przemian
2. RELACJA Z PRZEMIJAJĄCYCH DNI
I sączący się dźwięk -krzyk ponad wasze nieba z akcentem na życie
II twardsze idee miłości -zdązyć jeszcze coś zrobić- -efekt złudzeń znormalnienia
III i cały czas ta jedna prośba o jeszcze jeden dzień
IV tylko zostać...
3. MOJE MAŁE OGŁUPIENIE
I dwadzieścia jeden lat pokłóconych dniami zamknięcia pomiędzy słowami a rozszalałym rozsądkiem
II miłość.czy może kochanie? podzas przedłużonejdoby w ścieku wzniosłych wierszy kilku zbytecznych wypowiedzi i paru słodziutkich wyznań
III myśl nasączona modlitwą -nieuporządkowane warianty przeszłości i tego co będzie- -no i jak tu planować spokojne tezy o postępie
IV nieprzespane noce-całe w snach o...
V patriotyzm?to już dawno zjedzone...nie przeze mnie
VI i jeszcze ta chorągiewka -powiewająca w ręku z napisem-bunt bunt bunt...
VII moj emałe ogłupienie
4. xxx mocsłonejkroppli relacji powieka-szyja drży przy kąciku
polekkich strużkach odbija się prośba nigdy więcej -nie płacz
5. XXX słowa zamienię na ciało- to jedno-zszyte tajemnicą wzniosęponad pocałunek w noc -której nie było
6. XXX
ten owad pełznący po łysiejącym od nudy pokoju możeimógł zostać małym symbolem buntu
nawet nie zdążył dojść do środka ściany
7.
"Cnoty spotkałem trzy różne oblicza Jak światło cień i złudzenie" C.K. Norwid Przy blasku świecy uczucie zabłysło Wszywając nagie ciała między cienie Drżące na nutę głosu nagle prysło Pozostawiając słodzyczy złudzenie
Powrót
2. Bolek Kubicki
Bolek Kubicki
Urodzony w pierwszej dekadzie października 1979 r. w Nowej Rudzie. Wciąż poszukujący lepszych światów i alternatywnych niebytów. W chwili ostatecznej rozpaczy biegnie w góry.
Było sobie zdjęcie a na nim tylko piękno
Samotna góra porośnięta kosodrzewą zielenią falującą w beztroskim zapamiętaniu
Stara droga pędząca przed siebie na złamanie karku przez pagórki przyprószone latem krzyżuje swoją ścieżkę z markotnym strumieniem leniwie przesuwającym się po omszałych kamieniach jak, drżąca ręka na perłowym różańcu
Spłowiałe połacie traw wyciągają ramiona ku dwóm uśmiechniętym drzewom w sierpniowym słońcu obejmują je i szepcą ciepło
dwie postacie blisko siebie jak nigdy wcześniej rozradowane swoją obecnością w cieniu bukowych liści wtulają się nawzajem we własne spojrzenia urzekające zgodnymi nutami
dwie postacie blisko siebie jak nigdy wcześniej wciąż mam to zdjęcie
Powrót
3. Adrian M. Kędzia
Nocny motyl
Nocny motyl mknie przed siebie, przemierzając ciemny las, jego cień widać na niebie, mknie do przodu cały czas.
Nocny motyl mknie ku światłu, mija stary leśny krzew, a za krzewem ogień widać, zda się słyszeć lasu śpiew.
Nocny motyl mknie do góry, mija ogień, szary las, przemierzając gęste chmury, mknie do przodu cały czas.
Nocny motyl mknie ku niebu, słychać z dołu rozpacz lasu, choć las duży a on mały, już się nie da cofnąć czasu.
Nocny motyl się zatrzymał, gdy zobaczył lasu łzy, z nieba światło jego wzywa, lecz las, nie jest przecież zły.
Nocny motyl niczym piorun, przebił się przez gęstą tęczę, zniknął gdzieś, w gęstwinie lasu,
...I nikt go nie widział więcej.
Adrian M. Kędzia
Fantasmagoria
Precz z siwym Panem... będzie mi taki mówił... czym jest Poezja. Kiedy mi wcale nie trzeba rzeczy takich mówić, odkąd umarłem... i stałem się Poezją. Tak... Umarłem... i stałem się na nowo... Poezją się stałem... i nieodłączną cechą jej istnienia... Poetą... widzisz ? otwieram usta... płynie z nich cały wszechświat... chcesz więcej dowodów ? spójrz... trzymam w dłoni pióro, i biję nim w Twą ślepotę. Nie widzisz ? nie widzisz... szydzisz... Tak i ja, śmieję się z Twoich wierszy siwy Panie... Czyta się je jak słowa ślepca, opisującego... słońce...
Adrian M. Kędzia
W wieczność szarpani
Urodziła się zaraz po śmierci kosmosu, zyskała więc nieśmiertelność, stając się początkiem Chaosu. Matka jej, duchem ojca zamarłego niedawno przeszyta, lecz w tym, o mej istocie kryła się prawda ukryta.
Oczy ostrzami przeszywane, od najmniejszego nawet słońca promienia, dla jej stóp, krok każdy był torturą nie do zniesienia. Uszy szelestem szeptu, i trzepotem motyla skrzydeł rozrywane, ma dusza i ciało w mglistą ciemność, szaleństwem szarpane.
Przez noc, milion gwiazd mknie nad nią płonąc jasno, lecz losu mego nic nie zmieni, chociaż wszystkie gwiazdy zgasną.
Wszystko to przemijanie, bo przeminąć trzeba i trzeba stać się cieniem... W trwanie wierzą jedynie omszałe kamienie.
Lecz teraz stanowimy jedność i w jedności istnienie, na nic się zdało już tamto cierpienie... Moje tchnienie od dziś i Jej stało się tchnieniem, I tak oto ból, ...przestał był cierpieniem.
Adrian M. Kędzia
Największy egoista ?
Bądź największym egoistą na świecie! Cały świat jest TWÓJ, wszyscy ludzie należą do CIEBIE, wszystkie zwierzęta są TWOJE. Więc kochaj ich... wszystkich... opiekuj się nimi, dbaj o nich... jak by byli Twymi dziećmi... Następnie spójrz w gwiazdy, one leżą u Twych stóp...
Adrian M. Kędzia
Copyright © by Adrian M. Kędzia Poezja i wiersze tu zawarte są chronione prawami autorskimi oraz wydawniczymi. Kopiowanie i rozpowszechnianie jej bez wiedzy i zgody autora będzie ścigane przeze mnie i przez prawo, z całą złośliwością na jaką nas stać :)))
Powrót
4. Ikar
Rozkwitła nieba błękitem swej duszy z wiatrem tańczyła a zapach jej słodyczą snu rozlewał się wokół
Nektar rozkoszy z płatków jej ust czerwonych spijał spragniony motyl
A nocą drżał z chłodu
Dla Kasi
***
Mgła snu rozsnuwa się leniwie zaułkami świata i cisza się rodzi dostojna głucha echem dzwonów Krzyk martwych cieni milczeniem się wkrada w samotny szept myśli
Ostatni zwiędły kwiat dojrzewa
***
Znów powracasz obrosłeś w siłe tym razem tłuczesz w pył mój świat ledwo co poskładany z gruzów tamtego Twój uśmiech podły i słowa pogardy dodają mi siły by walczyć raz jeszcze stanąć na górze ze swym kamieniem u szyji
Syzyf.
Powrót
5. Marcin Lada
Urodził się 9 maja 1976 r. w Nowej Rudzie
Postarać się dostrzec całość w każdym punkcie bez pytania podziwiać wszystko w zdziwieniu karmić duszę tak jak ciało dręczyć duszę myślami jak nakarmić ciało
***
W telewizji na płatnym kanale przemawiał Bóg gdy znikał, pojawiały się najdroższe reklamy, najdroższych produktów, przekupywały zazdrość Po emisji dotknięci ludzie wytoczyli armaty A najdrożsi adwokaci niczym tarcze tworzyli precedensy, chroniąc przed obrazą i zniewagą A producenci parasoli Zacierając ręce, wypychają kieszenie bo pada kap, kap, kap. Od trzech tygodni deszcz pada kap, kap. Z nieba na Ziemię.
***
Nie wyszedłem Nie zostałem Jestem W tych wszystkich miejscach o których myślę W tych wszystkich chwilach które sobie wyobrażam W tych wszystkich słowach które piszę własną krwią Nie pójdę Nie zostanę Zaczekam
***
Daj mi rękę chodźmy stąd Złe to miejsce Chodź Kochanie Niedaleko gdzieś Tam gdzie się nie mówi dobrze będzie bo tam dobrze jest
***
Niewidoma kobieta i garbaty pan po pięćdziesiątce szli za rękę, nie dotykając swoich dłoni Ona szła przodem, a On był jej garbem Nie można już nic powiedzieć na szubienicy, nie można już nic powiedzieć zostały tylko pretensje i żal że tylko to zostało
***
O tym że muzyka jest doskonalsza O tym że słowa są plugawsze I tylko o tym.
Powrót
6. Adam Zaklukiewicz
Nowa Ruda.
Moja dziewczyna albo dzień z życia poety
dziewczyna w białej sukni przebiegła mi sen roznosząc zapach muzyki i poezji tyle razy chciałem ujrzeć ją w dzień ile razy przebiegła mi sen
rankiem goniłem motyle barwne wklejałem je w strofy wierszy ona wciąż tam była biała niewinna moja dziewczyna
na tafli traw szerokich trzepotaniem ramion wiotkich wnika w kwiatów dzień okruchem poznana afrodyta z tanagry
dziewczyna w białej sukni przebiegła mi sen...
Nowa Ruda 1997 r
Powrót
7. Ewelina Martyna
Jestem...
Jestem ptakiem... Lecę nad oceanem, Nie mam gdzie spocząć, Pochłaniają mnie fale...
Jestem drzewem... Moje korzenie są płytkie, A liście opadają, Muskane wiatrem...
Jestem deszczem... Wsiąkam w ziemię, Osiadam na szybach, Potem paruję...
Ewelina Martyna
Bądź, przybądź...
Przybądź do mnie...
Jak deszcz na spękaną ziemię, I jak ptak, Który swym śpiewem sprawia, że zakwita suche drzewo. Bądź słońcem co ogrzewa pomarańcze I wiatrem co owiewa mnie gdy tańczę, Bądź księżycem i oświetlaj nocą drogę I uspokój mój żal i trwogę.
Przybądź do mnie...
Gdy zmartwienia i troski przeminą, Jak śnieg, Białą otul mnie pierzyną, By zakwitła pod nią miłość jak krokusy. Bądź też wodą, co unosi mnie na fali I latarnią, która świeci gdzieś w oddali. Bądź mi drzewem pod którego siądę cieniem, Gdy żar z nieba lunie na mnie swym płomieniem. Ewelina Martyna
Ekologia
Leżę... Nade mną drzewa i chmury, Jest tak jak lubię, Cicho i tajemniczo. Niebo jest błękitne, Słychać śpiew ptaków. Słońce razi moje oczy Wiatr muska twarz I rozwiewa włosy pełne igliwia. Myślę o niczym, Chłonę swoim oddechem Wilgotne powietrze lasu. Zasypiam... . Ewelina Martyna
Mazurskie krajobrazy
Czy pamiętasz mnie... Mazurskie jezioro, Gdy w twojej głębinie Moczyłam czoło, Na twojej tafli Puszczałam kaczki, I kijem pisałam Co? Zapomniałam
Czy pamiętasz mnie... Łąko zielona, Gdy na twoim dywanie Leżałam zmęczona. Podziwiałam kwiaty, Liczyłam osty, Deptałam ścieżki, Zbierałam biedronki.
Ewelina Martyna
Powrót
8. Małgorzata Anna Szczecińska
Letnia infrastruktura
Idąc przez rynek : ratusz i brukowiec bruk i pręgierz ze znakiem koguta w koronie
a wokół te wszystkie banialuki letnie ledwo próbujące ukryć się lekkości zwiewności i mgiełki z cieniem lila – wrzos
między ratuszem a targiem powstaje nowa łąka
Szósta
Dzień nie naświetla jeszcze tylko zapowiada sztuką jest retusz linii polnych krzewów do kilku plam zaledwie
w oddali nie mam już nic do powiedzenia jesteś za szybą za plecami noc cytujesz wciąż : suche osty
nie wyjaśni się teraz może w rozświetleniach w rozjaśnieniach może znikną
niby o jeden ton ciemniejsze drzazgi
Względność ruchu
Mijamy się tylko na schodach ta czynność wymaga skupienia
ja wynoszę rośliny w doniczkach ty wnosisz z tego że wygrałeś
a ponad ? w narożnikach sekunduje pleśń
klatka spełniająca wymogi pepoż ma dwa wyjścia
niezależnie od wyboru
moda na mahoniowe poręcze nie mija
Zgrzyt
Czytałeś gdy ja wymyślałam dom wiesz - taki wśród traw co przesypują szelest z garści na wiatr
wyobraź sobie
aż pod sam dach wszemrany bluszcz a wewnątrz brąz - jak ceramika ciepła inkrustowana ogniem z kominka - tam
zaszurało by nam kapciami i zastygło oksydowanym srebrem jak zima na szybach
podoba ci się ?
dla mnie zabrakło gdzieś na poddaszu cichego ruchu z różową falbanką
Powrót
9. Anna Kołodziej z Doboszowic III LO, kl. IIc
Opętanie... ...rozdzierającą ciszą ...błogim strachem ...łzawym szczęściem ...niepewnością przeznaczenia ...nadzieją bez wiary ...niepokojem wobec nieuchronnego ...oczekiwaniem na niemożliwe ...tobą brakiem powietrza miłością... bez wiary i nadziei
nie zniszczy tego egzorcyzm realizmu... choć tak przypomina demona jego złość zależy od okoliczności
tego węzła mieczem nie rozwiążę choć zaciska się na szyi coraz mocniej
skąd wiem, że szklane pałace runą jeśli wybuduje je na piasku
czy jest zbrodnią nadzieja szalonych matka
oszalała z bólu gdy brak mi powietrza chcę cię przykuć słodkimi kajdanami do siebie ...na zawsze
nie chcę srebra chcę być jedyna
potrafisz rozerwać sznur jedno słowo wystarczy...
wiedziałeś? że beze mnie nie potrafisz żyć...? ...ja bez ciebie nie umiem
Wiersz nagrodzony w konkursie poetyckim dla uczniów Gimnazjów i Szkół Ponadgimnazjalnych "O kwiat paproci". Konkurs zorganizował Ząbkowicki Ośrodek Kultury.
Powrót
10. Daniel Tęcza z Lubina
*** Dzień już sie zmęczył usiadł na miękich powiekach nocy kołysankę połknął i zasnął przykrywając ciało płachtą jeszcze gorących wspomnień.
Ten dzień przeszedł drapieżnie rzucając paletą barw na żywe i martwe przedmioty rozgrzał tafle wody przeczesał w odbiciu złote loki dłońmi korony drzew przetrząsnął aż opadł z liści strumień kryształów zarumienił czoło włóczęgi pogonił wiatr przez setki drewnianych rycerzy wpadł do strumienia i wyskoczył otrzepując z barków skroplone obłoki.
Ten dzień już się zmęczył jak dziecię przysiadł łapiąc oddech po gonitwie ten dzień już zasnął a powstanie gdy dzwony hukną gromkim echem.
*** Wieczór pchany torem księżyca blednie na tafli jeziora i ginie w granacie nocy pożerającej lwią paszczą ostatnie łuny miedzi.
Gardła wieczorne płaczą sny przeciągają złotym pyłem po ołowianych powiekach ruch znika.
Jest cicho późnym wieczorem na ramionach dziecię nocy jak żniwiarz rozsypuje ziarna z worka w gwiazdy zdobione.
Wypłyną z ciemnej przystani dzikie ryki i ociężałe majaczenia drogi zalewając chorymi tonami.
W taki wieczór tylko obłąkany z gromem w oku brzytwą w ręku ucieka w mordercze kąty czekając głodnym uśmiechem ofiar nocy.
W wieczór pchany krwawym księżycem okna dziko płoną i nikt nie krzyczy taki wieczór nasycony amokiem nie słucha modlitw anioła.
*** Przypływasz pani z odległej przestrzeni jak okręt z pokładem pełnym słów rozpalasz stal i wtedy Bóg się rodzi słodko unosi powieki otwiera księgę i zalewa gradem słów puste martwe piersi żyjących.
I może wtedy poznam gdy w szklanej kuli zamknięty zadumany będę jak obłok dryfował pamięcią w coraz to odleglejsze dale może po tonie pieśni syreny rozkosznej podążę za nicią rozpusty i ujrzę ogrody skąd wypływasz.
Zamknę w bańkę szklaną przez którą wpada promień twój zmysł gdy zapragniesz opuścić port pamięci splunę czarnym jadem mącąc oczy zamknę melodię i wołanie w żywym kolorze purpury.
Ty jesteś imieniem ciałem duszą w kształcie odbitej fotografii co bezczynnie szarzeje w kieszeni komodzie zedrę z ciebie powłokę zżółkłą przyczynę szarości nagą pozostawię zawsze żywą o świcie młodości
*** Znów zapatrzyłem sie w przestrzeń wtopiłem w źdźbła szumiące w wiatr opity wonnościami i coraz szybciej przemierzałem horyzont [ wzdłuż i wszerz.
Smakowałem wolne przestrzenie stepów podniebne cisze bez stalowych gigantów złoto - rdzawe kędziory wplatane w obłoki śpiew falujących na wietrze maków.
I ponownie widzę twój wizerunek kreślony wyobraźnią ciepłe oczy i usta czerwone włosy opadające na czoło.
"Puste niebo" Orle skrzydła kręgi toczą nie znajdując dość przestrzeni krzyczą huczą stalowe giganty wędrując pod mleczną drogą nosząc na swych barkach pędzące cienie zgubione w otchłani pieniądza orle skrzydła pachnące wolnością przysiadły na górze Arrarat czekając aż sklepienia się otworzą ponownie odrodzą wolne od krzyków cieni.
Powrót
Dalej>>
|
|
|
|
|