Apolonia Maliszewska

ul. Piastów 5/1
57-400 Nowa Ruda
tel. (074) 872 53-64
biuro@mamiko.pl


FORUM MŁODYCH

1. Jakub Sosnowski
2. Bolek Kubicki
3. Adrian M. Kędzia
4. Ikar
5. Marcin Lada
6. Adam Zaklukiewicz
7. Ewelina Martyna
8. Małgorzata Anna Szczecińska
9. Anna Kołodziej z Doboszowic III LO, kl. IIc
10. Daniel Tęcza z Lubina

  Dalej>>


1. Jakub Sosnowski


Jakub Sosnowski

1.
xxx
zmęczone cienie grzeja się słońcem
pod wioseną zgnilizną w południe
oddychaja-lekko-sobą
na przemian

2.
RELACJA Z PRZEMIJAJĄCYCH DNI

I
sączący się dźwięk
-krzyk ponad wasze nieba
z akcentem na życie

II
twardsze idee miłości
-zdązyć jeszcze coś zrobić-
-efekt złudzeń znormalnienia

III
i cały czas ta jedna prośba
o jeszcze jeden dzień

IV
tylko zostać...

3.
MOJE MAŁE OGŁUPIENIE

I
dwadzieścia jeden lat
pokłóconych dniami
zamknięcia pomiędzy słowami
a rozszalałym rozsądkiem

II
miłość.czy może kochanie?
podzas przedłużonejdoby
w ścieku wzniosłych wierszy
kilku zbytecznych wypowiedzi
i paru słodziutkich wyznań

III
myśl nasączona modlitwą
-nieuporządkowane warianty
przeszłości i tego co będzie-
-no i jak tu planować
spokojne tezy o postępie

IV
nieprzespane noce-całe
w snach o...

V
patriotyzm?to już dawno
zjedzone...nie przeze mnie

VI
i jeszcze ta chorągiewka
-powiewająca w ręku
z napisem-bunt bunt bunt...

VII
moj emałe ogłupienie

4.
xxx
mocsłonejkroppli
relacji powieka-szyja
drży przy kąciku

polekkich strużkach
odbija się prośba
nigdy więcej
-nie płacz

5.
XXX
słowa zamienię na ciało-
to jedno-zszyte tajemnicą
wzniosęponad pocałunek w noc
-której nie było

6.
XXX

ten owad pełznący po
łysiejącym od nudy pokoju
możeimógł zostać
małym symbolem buntu

nawet nie zdążył
dojść do środka ściany

7.

"Cnoty spotkałem trzy różne oblicza
Jak światło cień i złudzenie"
C.K. Norwid
Przy blasku świecy uczucie zabłysło
Wszywając nagie ciała między cienie
Drżące na nutę głosu nagle prysło
Pozostawiając słodzyczy złudzenie



Powrót

2. Bolek Kubicki


Bolek Kubicki

Urodzony w pierwszej dekadzie października 1979 r. w Nowej Rudzie. Wciąż poszukujący lepszych światów i alternatywnych niebytów. W chwili ostatecznej rozpaczy biegnie w góry.


Było sobie zdjęcie
a na nim tylko piękno

Samotna góra porośnięta
kosodrzewą zielenią
falującą w beztroskim zapamiętaniu

Stara droga pędząca
przed siebie na złamanie karku
przez pagórki przyprószone latem
krzyżuje swoją ścieżkę
z markotnym strumieniem
leniwie przesuwającym się
po omszałych kamieniach
jak, drżąca ręka na perłowym
różańcu

Spłowiałe połacie traw wyciągają ramiona
ku dwóm uśmiechniętym drzewom
w sierpniowym słońcu
obejmują je i szepcą ciepło

dwie postacie blisko siebie
jak nigdy wcześniej
rozradowane swoją obecnością
w cieniu bukowych liści
wtulają się nawzajem
we własne spojrzenia
urzekające zgodnymi nutami

dwie postacie blisko siebie
jak nigdy wcześniej
wciąż mam to zdjęcie






Powrót

3. Adrian M. Kędzia


Nocny motyl

Nocny motyl mknie przed siebie,
przemierzając ciemny las,
jego cień widać na niebie,
mknie do przodu cały czas.

Nocny motyl mknie ku światłu,
mija stary leśny krzew,
a za krzewem ogień widać,
zda się słyszeć lasu śpiew.

Nocny motyl mknie do góry,
mija ogień, szary las,
przemierzając gęste chmury,
mknie do przodu cały czas.

Nocny motyl mknie ku niebu,
słychać z dołu rozpacz lasu,
choć las duży a on mały,
już się nie da cofnąć czasu.

Nocny motyl się zatrzymał,
gdy zobaczył lasu łzy,
z nieba światło jego wzywa,
lecz las, nie jest przecież zły.

Nocny motyl niczym piorun,
przebił się przez gęstą tęczę,
zniknął gdzieś,
w gęstwinie lasu,

...I nikt go nie widział więcej.

Adrian M. Kędzia



Fantasmagoria

Precz z siwym Panem...
będzie mi taki mówił...
czym jest Poezja.
Kiedy mi wcale nie trzeba
rzeczy takich mówić,
odkąd umarłem...
i stałem się Poezją.
Tak...
Umarłem...
i stałem się na nowo...
Poezją się stałem...
i nieodłączną cechą jej istnienia...
Poetą...
widzisz ? otwieram usta...
płynie z nich cały wszechświat...
chcesz więcej dowodów ?
spójrz... trzymam w dłoni pióro,
i biję nim w Twą ślepotę.
Nie widzisz ?
nie widzisz... szydzisz...
Tak i ja,
śmieję się z Twoich wierszy
siwy Panie...
Czyta się je jak słowa ślepca,
opisującego...
słońce...

Adrian M. Kędzia



W wieczność szarpani

Urodziła się zaraz po śmierci kosmosu,
zyskała więc nieśmiertelność, stając się początkiem Chaosu.
Matka jej, duchem ojca zamarłego niedawno przeszyta,
lecz w tym, o mej istocie kryła się prawda ukryta.

Oczy ostrzami przeszywane,
od najmniejszego nawet słońca promienia,
dla jej stóp, krok każdy był torturą nie do zniesienia.
Uszy szelestem szeptu, i trzepotem motyla skrzydeł rozrywane,
ma dusza i ciało w mglistą ciemność, szaleństwem szarpane.

Przez noc, milion gwiazd mknie nad nią płonąc jasno,
lecz losu mego nic nie zmieni,
chociaż wszystkie gwiazdy zgasną.

Wszystko to przemijanie, bo przeminąć trzeba
i trzeba stać się cieniem...
W trwanie wierzą jedynie omszałe kamienie.

Lecz teraz stanowimy jedność i w jedności istnienie,
na nic się zdało już tamto cierpienie...
Moje tchnienie od dziś i Jej stało się tchnieniem,
I tak oto ból,
...przestał był cierpieniem.

Adrian M. Kędzia



Największy egoista ?

Bądź największym
egoistą na świecie!
Cały świat jest TWÓJ,
wszyscy ludzie
należą do CIEBIE,
wszystkie zwierzęta są TWOJE.
Więc kochaj ich...
wszystkich...
opiekuj się nimi,
dbaj o nich...
jak by byli
Twymi dziećmi...
Następnie spójrz w gwiazdy,
one leżą u Twych stóp...

Adrian M. Kędzia




Copyright © by Adrian M. Kędzia
Poezja i wiersze tu zawarte są chronione prawami autorskimi oraz wydawniczymi.
Kopiowanie i rozpowszechnianie jej bez wiedzy i zgody autora będzie ścigane przeze mnie i przez prawo, z całą złośliwością na jaką nas stać :)))






Powrót

4. Ikar



Rozkwitła
nieba błękitem
swej duszy
z wiatrem tańczyła
a zapach jej
słodyczą snu
rozlewał się wokół

Nektar rozkoszy
z płatków
jej ust czerwonych
spijał spragniony
motyl

A nocą drżał z chłodu



Dla Kasi



***

Mgła snu
rozsnuwa się leniwie
zaułkami świata
i cisza się rodzi
dostojna
głucha echem
dzwonów
Krzyk
martwych cieni
milczeniem się wkrada
w samotny
szept myśli

Ostatni zwiędły kwiat
dojrzewa

***


Znów powracasz
obrosłeś w siłe
tym razem
tłuczesz w pył
mój świat
ledwo co poskładany
z gruzów
tamtego
Twój uśmiech podły
i słowa pogardy
dodają mi siły
by walczyć
raz jeszcze
stanąć na górze
ze swym kamieniem
u szyji

Syzyf.







Powrót

5. Marcin Lada




Urodził się 9 maja 1976 r. w Nowej Rudzie


Postarać się
dostrzec całość w każdym
punkcie
bez pytania
podziwiać wszystko w
zdziwieniu
karmić duszę tak jak
ciało
dręczyć duszę myślami
jak nakarmić
ciało

***

W telewizji na płatnym kanale
przemawiał Bóg
gdy znikał, pojawiały się
najdroższe reklamy,
najdroższych produktów,
przekupywały zazdrość
Po emisji dotknięci ludzie
wytoczyli armaty
A najdrożsi adwokaci niczym tarcze
tworzyli precedensy, chroniąc przed
obrazą i zniewagą
A producenci parasoli
Zacierając ręce, wypychają kieszenie
bo pada
kap, kap, kap.
Od trzech tygodni deszcz pada
kap, kap.
Z nieba na Ziemię.

***

Nie wyszedłem
Nie zostałem
Jestem
W tych wszystkich miejscach
o których myślę
W tych wszystkich chwilach
które sobie wyobrażam
W tych wszystkich słowach
które piszę własną krwią
Nie pójdę
Nie zostanę
Zaczekam

***

Daj mi rękę
chodźmy stąd
Złe to miejsce
Chodź Kochanie
Niedaleko gdzieś
Tam gdzie się nie mówi
dobrze będzie
bo tam
dobrze jest

***

Niewidoma kobieta i
garbaty pan po pięćdziesiątce
szli za rękę, nie dotykając swoich dłoni
Ona szła przodem, a On
był jej garbem
Nie można już nic powiedzieć
na szubienicy,
nie można już nic powiedzieć
zostały tylko pretensje i żal
że tylko to
zostało


***

O tym że muzyka jest doskonalsza
O tym że słowa są plugawsze
I tylko o tym.







Powrót

6. Adam Zaklukiewicz


Nowa Ruda.


Moja dziewczyna
albo dzień z życia poety

dziewczyna w białej sukni przebiegła mi sen
roznosząc zapach muzyki i poezji
tyle razy chciałem ujrzeć ją w dzień
ile razy przebiegła mi sen

rankiem goniłem motyle barwne
wklejałem je w strofy wierszy
ona wciąż tam była biała niewinna
moja dziewczyna

na tafli traw szerokich
trzepotaniem ramion wiotkich
wnika w kwiatów dzień
okruchem poznana afrodyta z tanagry

dziewczyna w białej sukni przebiegła mi sen...


Nowa Ruda 1997 r







Powrót

7. Ewelina Martyna


Jestem...



Jestem ptakiem...
Lecę nad oceanem,
Nie mam gdzie spocząć,
Pochłaniają mnie fale...



Jestem drzewem...
Moje korzenie są płytkie,
A liście opadają,
Muskane wiatrem...



Jestem deszczem...
Wsiąkam w ziemię,
Osiadam na szybach,
Potem paruję...


Ewelina Martyna





Bądź, przybądź...

Przybądź do mnie...

Jak deszcz na spękaną ziemię,
I jak ptak,
Który swym śpiewem sprawia,
że zakwita suche drzewo.
Bądź słońcem co ogrzewa pomarańcze
I wiatrem co owiewa mnie gdy tańczę,
Bądź księżycem i oświetlaj nocą drogę
I uspokój mój żal i trwogę.

Przybądź do mnie...

Gdy zmartwienia i troski przeminą,
Jak śnieg,
Białą otul mnie pierzyną,
By zakwitła pod nią miłość jak krokusy.
Bądź też wodą, co unosi mnie na fali
I latarnią, która świeci gdzieś w oddali.
Bądź mi drzewem pod którego siądę cieniem,
Gdy żar z nieba lunie na mnie swym płomieniem.

Ewelina Martyna



Ekologia

Leżę...
Nade mną drzewa i chmury,
Jest tak jak lubię,
Cicho i tajemniczo.
Niebo jest błękitne,
Słychać śpiew ptaków.
Słońce razi moje oczy
Wiatr muska twarz
I rozwiewa włosy pełne igliwia.
Myślę o niczym,
Chłonę swoim oddechem
Wilgotne powietrze lasu.
Zasypiam...
.
Ewelina Martyna

Mazurskie krajobrazy


Czy pamiętasz mnie...
Mazurskie jezioro,
Gdy w twojej głębinie
Moczyłam czoło,
Na twojej tafli
Puszczałam kaczki,
I kijem pisałam
Co? Zapomniałam


Czy pamiętasz mnie...
Łąko zielona,
Gdy na twoim dywanie
Leżałam zmęczona.
Podziwiałam kwiaty,
Liczyłam osty,
Deptałam ścieżki,
Zbierałam biedronki.

Ewelina Martyna






Powrót

8. Małgorzata Anna Szczecińska


Letnia infrastruktura

Idąc przez rynek : ratusz i brukowiec
bruk i pręgierz ze znakiem
koguta w koronie

a wokół te wszystkie banialuki letnie
ledwo próbujące ukryć się lekkości
zwiewności i mgiełki z cieniem
lila – wrzos

między ratuszem a targiem
powstaje nowa łąka



Szósta

Dzień
nie naświetla jeszcze tylko zapowiada
sztuką jest retusz linii polnych krzewów
do kilku plam zaledwie

w oddali
nie mam już nic do powiedzenia
jesteś za szybą za plecami noc
cytujesz wciąż : suche osty

nie wyjaśni się teraz
może w rozświetleniach
w rozjaśnieniach może znikną

niby o jeden ton
ciemniejsze drzazgi



Względność ruchu

Mijamy się tylko na schodach
ta czynność wymaga skupienia

ja wynoszę rośliny w doniczkach
ty wnosisz z tego że wygrałeś

a ponad ?
w narożnikach
sekunduje pleśń

klatka spełniająca wymogi pepoż
ma dwa wyjścia

niezależnie od wyboru

moda
na mahoniowe poręcze
nie mija



Zgrzyt

Czytałeś gdy ja wymyślałam dom
wiesz - taki wśród traw co przesypują szelest
z garści na wiatr

wyobraź sobie

aż pod sam dach wszemrany bluszcz
a wewnątrz brąz - jak ceramika ciepła
inkrustowana ogniem z kominka - tam

zaszurało by nam kapciami i zastygło
oksydowanym srebrem jak zima na szybach

podoba ci się ?

dla mnie zabrakło gdzieś na poddaszu
cichego ruchu z różową falbanką





Powrót

9. Anna Kołodziej z Doboszowic III LO, kl. IIc




Opętanie...
...rozdzierającą ciszą
...błogim strachem
...łzawym szczęściem
...niepewnością przeznaczenia
...nadzieją bez wiary
...niepokojem wobec nieuchronnego
...oczekiwaniem na niemożliwe
...tobą
brakiem powietrza
         miłością... bez wiary i nadziei

nie zniszczy tego
egzorcyzm realizmu...
choć tak przypomina demona
jego złość
zależy od okoliczności

tego węzła
mieczem nie rozwiążę
choć zaciska się
na szyi
coraz mocniej

skąd wiem, że
szklane pałace runą
jeśli wybuduje je
na piasku

czy jest zbrodnią
nadzieja
szalonych
matka

oszalała z bólu
gdy brak mi powietrza
chcę cię przykuć
słodkimi kajdanami
do siebie
...na zawsze

nie chcę srebra
chcę być jedyna

potrafisz rozerwać sznur
jedno słowo
wystarczy...

wiedziałeś?
że beze mnie
nie potrafisz żyć...?
...ja bez ciebie
nie umiem

Wiersz nagrodzony w konkursie poetyckim dla uczniów Gimnazjów i Szkół Ponadgimnazjalnych "O kwiat paproci". Konkurs zorganizował Ząbkowicki Ośrodek Kultury.














Powrót

10. Daniel Tęcza z Lubina


***
Dzień już sie zmęczył
usiadł na miękich powiekach nocy
kołysankę połknął i zasnął
przykrywając ciało płachtą
jeszcze gorących wspomnień.

Ten dzień przeszedł drapieżnie
rzucając paletą barw na żywe i martwe przedmioty
rozgrzał tafle wody przeczesał w odbiciu złote loki
dłońmi korony drzew przetrząsnął
aż opadł z liści strumień kryształów
zarumienił czoło włóczęgi
pogonił wiatr przez setki drewnianych rycerzy
wpadł do strumienia i wyskoczył
otrzepując z barków skroplone obłoki.

Ten dzień już się zmęczył jak dziecię
przysiadł łapiąc oddech po gonitwie
ten dzień już zasnął a powstanie
gdy dzwony hukną gromkim echem.


***
Wieczór pchany torem księżyca
blednie na tafli jeziora i ginie
w granacie nocy pożerającej
lwią paszczą ostatnie łuny miedzi.

Gardła wieczorne płaczą
sny przeciągają złotym pyłem
po ołowianych powiekach ruch znika.

Jest cicho późnym wieczorem
na ramionach dziecię nocy
jak żniwiarz rozsypuje ziarna
z worka w gwiazdy zdobione.

Wypłyną z ciemnej przystani
dzikie ryki i ociężałe majaczenia
drogi zalewając chorymi tonami.

W taki wieczór tylko obłąkany
z gromem w oku brzytwą w ręku
ucieka w mordercze kąty czekając
głodnym uśmiechem ofiar nocy.

W wieczór pchany krwawym księżycem
okna dziko płoną i nikt nie krzyczy
taki wieczór nasycony amokiem
nie słucha modlitw anioła.


***
Przypływasz pani z odległej przestrzeni
jak okręt z pokładem pełnym słów
rozpalasz stal i wtedy Bóg się rodzi
słodko unosi powieki
otwiera księgę i zalewa gradem słów
puste martwe piersi żyjących.

I może wtedy poznam gdy w szklanej
kuli zamknięty zadumany będę jak
obłok dryfował pamięcią w coraz to
odleglejsze dale może po tonie pieśni
syreny rozkosznej podążę za nicią rozpusty
i ujrzę ogrody skąd wypływasz.

Zamknę w bańkę szklaną przez którą
wpada promień twój zmysł gdy
zapragniesz opuścić port pamięci
splunę czarnym jadem mącąc oczy
zamknę melodię i wołanie
w żywym kolorze purpury.

Ty jesteś imieniem ciałem duszą
w kształcie odbitej fotografii
co bezczynnie szarzeje w kieszeni komodzie
zedrę z ciebie powłokę zżółkłą
przyczynę szarości nagą pozostawię
zawsze żywą o świcie młodości


***
Znów zapatrzyłem sie w przestrzeń
wtopiłem w źdźbła szumiące
w wiatr opity wonnościami
i coraz szybciej przemierzałem horyzont
[ wzdłuż i wszerz.

Smakowałem wolne przestrzenie stepów
podniebne cisze bez stalowych gigantów
złoto - rdzawe kędziory wplatane w obłoki
śpiew falujących na wietrze maków.

I ponownie widzę twój wizerunek
kreślony wyobraźnią
ciepłe oczy i usta czerwone
włosy opadające na czoło.


"Puste niebo"
Orle skrzydła kręgi toczą
nie znajdując dość przestrzeni
krzyczą huczą stalowe giganty
wędrując pod mleczną drogą
nosząc na swych barkach pędzące cienie
zgubione w otchłani pieniądza
orle skrzydła pachnące wolnością
przysiadły na górze Arrarat
czekając aż sklepienia się otworzą
ponownie odrodzą
wolne od krzyków cieni.









Powrót



 Dalej>>



© 2001 - 2008 - Mamiko