Apolonia Maliszewska

ul. Piastów 5/1
57-400 Nowa Ruda
tel. (074) 872 53-64
biuro@mamiko.pl

Czesław Miłosz w amatorskiej fotografii Adama Lizakowskiego









             Miłosz

Mógłby być górskim wodospadem albo oceanem,
nigdy pustynią czy ziemią jałową,
wielkim jagiellońskim dębem, w cieniu którego
umęczony wędrowiec zawsze znajdzie wytchnienie,
potrafi z powietrza wyłapać bąbelki życiodajnego tlenu
i nasycić nim poezję, słowa jego są jak ziarna,
które w czytelniku rosną, rozwijają się, kwitną
kołyszą się łany czekając na rękę żniwiarza,
jest księżycem, który przyciąga fale morza,
a piękne kobiety śpią niespokojnie,
jest aniołem z wielkimi krzaczastymi brwiami
w kształcie skrzydeł ptaka spłoszonego
w środku nocy z gniazda, do którego nigdy już
nie powróci, ale wciąż pamięta zapach trawy,
jabłek, biel pokoi, kształt domów, jeziora, rzeki,
jest litewskim niedźwiedziem przez pół życia
mieszkającym w pięknym Berkeley
w cudownej Kalifornii, na wzgórzu niedźwiedzi Grizzly,
ale on nie pomrukuje, on śpiewa pieśn o tym,
że nikomu nie warto zazdrościć, o kolibrach,
kwiatach kapryfolium, dziewczęcych pośladkach,
biednym chrześcijaninie patrzącym na płonące getto,
o miastach, do których nigdy nie wróci, tobie i mnie.
(...)A. Lizakowski













Śmierć poety - epitafium

     Przejście poety Czesława Miłosza na drugą stronę życia nie powinno być dla miłośników Jego twórczości ani zaskoczeniem, ani niespodzianką. Był z nami przez 93 lata. Śmierć Noblisty jest ostatnim rozdziałem literatury polskiej na emigracji a zarazem literatury światowej XX w. Jego poezja pozostanie na zawsze.
     Jakim człowiekiem był Czesław Miłosz? Takie pytanie zadają mi czasem osoby, które wiedzą, że znałem Go osobiście. Aby na nie odpowiedzieć, muszę sięgnąć pamięcią do początku mojej osobistej znajomości z Nim - do roku 1986, kiedy to po raz pierwszy zaprosił mnie do swego domu na Grizzly Peak w Berkeley. Znajomość ta trwała do roku 1991, gdyż wiosną tego roku przeniosłem się z San Francisco do Chicago.
     Jakim był światowej sławy Noblista - żywa historia literatury polskiej - dla początkującego poety z ałego prowincjonalnego miasteczka Pieszyce na Dolnym Śląsku? To pytanie zadaję sam sobie, teraz gdy nie ma Go wśród żywych. Dla mnie był wielkim autorytetem, kimś, w czyją twarz spogląda się z wielkim respektem i podziwem. Pomimo wielkiej różnicy wieku (prawie pięćdziesięciu lat) odniosłem wrażenie, że traktował mnie z życzliwością i pewnym zaciekawieniem jako "stary emigrant" i człowiek, który od kilku dziesięcioleci jadł chleb na obczyźnie. Jego pierwszym pytaniem skierowanym do mnie było: "Jak pan sobie radzi na emigracji? Z czego żyje?" To dzięki Jego życzliwości i wyrozumiałości mogłem publikować swoje wiersze w paryskiej "Kulturze" a także w krakowskim "Tygodniku Powszechnym", bo to On wysyłał je do redakcji ze swoją rekomendacją. Czy można zapomnieć o tak wielkim wyróżnieniu? Jego chęć pomocy do tej pory leży na moich ramionach jako wielki dług wdzięczności. Był moim mentorem.
     Mieszkając przez tyle lat na emigracji cieszył się wśród nas młodych poetów wielkim uznaniem. Wiem - muszę to powiedzieć z wielkim smutkiem - że "stara Polonia żołnierska" nie zawsze uznawała Go za polskiego poetę, mimo tego że pisał po polsku. Dla mnie urodzonego po II wojnie światowej był nie tylko wspaniałym Poetą, człowiekiem, ale także wielkim "kamieniem węgielnym" kultury polskiej. To On jako jeden z pierwszych przybliżył poezję polską amerykańskim studentom i czytelnikom. Był moim wielkim powodem do dumy podczas literackich rozmów z amerykańskimi przyjaciółmi, gdy na sakramentalne pytanie: "where are you from?" odpowiadałem, że z kraju poetów - Czesława Miłosza - Polski. Dzisiaj bez jego tytanicznej pracy jako tłumacza trudno jest wyobrazić sobie rolę i znaczenie polskiej poezji we współczesnym świecie literatury.
     To On otworzył drzwi poezji nie tylko dla mnie młodego poety (jest to mało istotny fakt w Jego życiu), ale także dla wielu bardziej znanych współczesnych klasyków - poetów polskich.      Był uśmiechnięty, dowcipny, ciekawy świata, miał wspaniałe poczucie humoru. Lubił whisky, wino, lubił dobrze zjeść, lubił ciało kobiety, lubił to wszystko, co się nazywa życiem. Jakim naprawdę był? Odpowiedź na to pytanie uważny czytelnik znajdzie w Jego wielu, wielu wierszach.
     Dla mnie był wyjątkową osobą, dzięki której mój pobyt na emigracji przez prawie 25 lat nie był wypełniony tylko pracą, zmaganiem się z amerykańską codziennością i pogonią za pieniądzem, ale także tą metafizyczną stroną życia. Panie Czesławie - tak do Niego się zwracałem - dziękuję za wszystko i za to, że cudowna złożoność życia pozwoliła mi na podanie Panu ręki. Thank you. Adam Lizakowski

© 2001 - 2017 - Mamiko