Apolonia Maliszewska

ul. Piastów 5/1
57-400 Nowa Ruda
tel. (074) 872 53-64
biuro@mamiko.pl

TRANSLACJE


- JIŘİ ČERVENKA
- Věra Kopecká
- Wojciech Brzoska
- Andrij Bondar w przekładzie Adama Wiedemanna
- Andrij Bondar w tłumaczeniu Bohdana Zadury
- Tomasz Hrynacz - "Enzym" w trzech językach
- MARIAN DZIWNIEL SUR LE CHEMIN DE LA LIBERTE
- Krystyna Łukasik w tłumaczeniu Agaty Jamroziewicz









JIŘİ ČERVENKA



Po potopie

Cicho... Tylko zgrzyt szybów w dali,
lśnienie i drżenie... Gdy opadła mgła,
zobaczyłem dom, pole, skraj lasu.
Z okna wyjrzała kobieta. Mężczyzna w cieniu za nią.
Zaszczekał pies. Gołąb klaszcząc skrzydłem,
podniósł się w powietrze. Z radia muzyka.
Na wzgórzu stóg jak arka Noego.

Ledvice 1965




Serce i ziemia

Serce i ziemia – naczynia połączone.
Dlatego jestem tam, gdzie jestem. Właśnie teraz, tu.
Bez miłości, bez dotyku. Jak zabójca z ofiarą.
Z kopalni do knajpy i z powrotem, w błocie.
Noce bez końca i dnie... Dziwny rezonans.
Iskrzenie drutów we mgle, czerwone róże
pod murem cmentarza.

Ledvice 1965




Głosy

Tej nocy głosy słyszano w gęstwinie,
góry i zwierzęta zamknęły się w sobie,
wszystko przytłumione, wiatr w trzcinie,
wewnątrz pusto jak w grobie.

Pusto w środku, myśliwi przez zarośla ciągną,
ptak żeruje, pośród drzew schowany,
jeszcze wiatr i..., kto coś osiągnął
sam sobie na pastwę losu wydany?

Kovač 1972





***
Nie chodzi o własność: na stole kwiaty,
a nasza miłość – ta ciemna, przeklęta,
jak dwa wbite w siebie zwierzęta.
I na nic gesty. Palimy, właśnie przebudzeni,
popatrz: dym, żadnych słów. A ty – co z tego przetrwa? –
przed lustrem naga myjesz zęby


Kostomlaty 1975




Pierwszy raz na Litwie

Najpierw zobaczyłem
z okna pośpiesznego pociągu
moje dzieciństwo na wsi
po wojnie: nędzny konik ciągnący wóz
z trumną i ciemne postaci
z pękami mieczyków w ręce,
aniołowie z gałązkami palm.

Wilno 1989




Przełożył Karol Maliszewski



JIŘİ ČERVENKA – czeski poeta, prozaik i tłumacz, urodzony w 1943 r. Studiował filozofię i filologię czeską w Brnie. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pracował jako robotnik leśny w różnych miejscach Czech i Moraw. Od 1978 jest kasztelanem na zamku Pecka (po drugiej stronie Karkonoszy). W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wiersze i przekłady drukował w samizdacie. Wybór jego wierszy ukazał się w 1996 roku w Pradze pod tytułem „Pamięć chwili” („Paměť okamžiku”) – z tej książki pochodzą zaprezentowane teksty. Tłumaczy literaturę polską na czeski, m.in. Miłosza, Vincenza, Kołakowskiego, Orłosia.





Enzym w trzech językach



Brakujący klucz

Co jest celem twej podróży?

Czy to, by uznać rozpędzony
sen za łaskawe światło,

w czasie, gdy dni zwinęły się
w kłębek, aż słychać łomotanie?

Zanim o cokolwiek spytasz,
zacznij domyślać się skutków.


Lost key

What is the aim of your travel?

Is it, to recognize swift
dream for favourable light,

in time, when the days
are curled up, as you can hear the rumble?

Before you ask anything,
start guessing the results.





W nieznanej skali

Bo tylko przypadkowo, w rozmowach,
posługujemy się ciszą.

I być może odwracamy nogi po to,
by spaść głową w dół?

Ale czego jeszcze można chcieć, skoro
światy dzieją się tuż obok?

Już dowiedziałem się: pomruk
nieba- nic więcej.

Koło mnie.


In the unknown scale

Because only accidentally, when talking,
we use the silence.

And possibly we turn away legs,
to fall head down.

But what you want more as
the worlds are happening nearby?

I've already got to know:
the roar of the sky- nothing more.

Next to me.





W jednej chwili

Mówić o czymś, co zawsze
potyka się o ciemność.

Albo milczeć. Patrząc w szybę,
za którą kończy się świat.



In one moment

Talking about, what always
stumbles on darkness.


Or remains silent. Looking into
window, behind which the world ends.




Wskazówki wyciągnięte w nieskończoność

Kilka przeszło, ale ta jedna
pozostała. Świat jeszcze się
budzi. Najszybciej jak umie.
Jasną kreską.



Hands extended into infinity
Some passed but this one
stayed. The world
wakes up still. As fast
as it can.
With one line.





Czarno na białym

Chmurna noc, na pół martwy księżyc.
Białe jak kość serce. Widmo krąży.

Jakkolwiek by było: czemu śpisz,
kiedy śmierć tak się naprzykrza?



In black and white

Cloudy night, the half dead moon
Heart white as a bone. Apparition is circling.

How ever it was: why are you sleeping
when the death is pestering?




Stado

Wciąż woda.
W nieskończonych
ilościach.

Stos gazet
przeżółkłych.
To się powtarza.

Oczodół. Czysta łza.
Pleśń nie wymyśli
niczego nowego.


Herd

Water still.
Unlimited.

A stack of
Yellowed newspapers.
It repeats.

Eye socket. Pure tear.
Mould won’t
Think up anything new.




Po dziś dzień
W półmroku wiruje puch.
Ścięte włosy rozdmuchuje wiatr.
W piwnicach coraz ciemniej.



Till this day
Down whirls in twilight
Wind blows around cut hair
In cellars it gets darker.


                                                 Translated by Izabella Rzychoń



Izabella Rzychoń – ur. w 1979 r. Tłumacz literatury angielskiej, pracuje w piśmie „Kursywa”, gdzie pełni funkcję sekretarza. Mieszka w Siemianowicach.







Diese Gedichte stammen aus dem Bändchen "Enzym", eines polnischen Dichters Tomasz Hrynacz, Verträter der Mittelgeneration. Preisträger des Rainer M. Rilke Wettbewerbs (Zopot 1997 ). Schrieb noch "Zwrot o bliskość" ( Krakau 1997), „ Partycje oraz 20 innych wierszy miłosnych”( Zopot 1999), „ Rebelia” ( Breslau 2001).



Duża woda

Lipiec. Butla z deszczem eksplodowała równo
o czwartej.



Großwasser

Juli. Die Regenflasche explodierte eben um
04 Uhr.





Zdradzone miłości dryfują we śnie

To nie przypadek.
To czyny nie do odwołania.



Verratenen Lieben driften im Schlaf

Es ist kein Zufall.
Man kann es nicht mehr wiederrufen.





Po dziś dzień

W półmroku wiruje puch.
Ścięte włosy rozdmuchuje wiatr.
W piwnicach coraz ciemniej.



Bis zum heute

Im Halbdunkel wirbelt die Daunen.
Geschnittenes Haar treibt der Wind auseinander.
In den Kellern wird immer dunkeln.





Wskazówki wyciągnięte w nieskończoność

Kilka przeszło, ale ta jedna
pozostała. Świat jeszcze się
budzi. Najszybciej jak umie.
Jasną kreską.



Hinweise für die Zukunft

Ein Paar ist schon gegangen, aber eine
ist geblieben. Die Welt erwacht noch.
So schnell wie es nur kann.
Mit einem Strich.





Przedstaw się!

Naprawdę, to niewiele. Jeszcze postawimy
tamten kredens. Pod ścianę. Albo bliżej pieca.
Potem już będzie po wszystkim.
Wśród innych rzeczy jego skromność jest wyjątkowa.



Stell dich vor!

Wirklich, es ist nicht viel. Noch stellen
wir diesen Geschirrschrank. Neben der Wand oder noch näher dem Offen.
Dann ist schon alles vorbei.
Seine Bescheidenheit ist etwas seltsames inmitten anderen Sachen.


                                                        Übersetz: Violetta Lęga



Violetta Lęga- ur. w 1979 r. Tłumacz z języka niemieckiego, nauczyciel, pedagog. Mieszka na Dolnym Śląsku.







Para z ust


Słuchamy ich, chociaż
mamy własne złudzenia.

I oto niechybnie
układamy się do reszty:

cokolwiek się spełni
-myślimy- i tak ustąpi

miejsca cudzym racjom.
Wystarczy jednak chwila:

słońca przypływ,
przebudzenie w tobie,

i już więcej znaczą: czajnik,
kapiszony, stara kokarda.

To dalsze może się
zdarzyć poza nami.



Le souffle

On les écoute, même si
On a nos propres illusions.

Ainsi donc, sans faute,
On se plie au reste:

quoi qu'il advienne
- on se dit – cédera la place

aux raisons d'autrui.
Il suffit toutefois d'un instant:

l'afflux du soleil,
l'éveil en toi,

et aussitôt bouillotte, capsule
et vieille cocarde signifient plus.

Ce qui suit peut se produire
hors de nous.





W jednej chwili

Mówić o czymś, co zawsze
potyka się o ciemność.

Albo milczeć. Patrząc w szybę,
za którą kończy się świat.



En un instant

Parler de ce, qui, toujours,
Se heurte à l'obscurité.

Ou bien se taire. Regardant la vitre
derriêre laquelle le monde voit sa fin.





Duża woda

Lipiec. Butla z deszczem eksplodowała równo
o czwartej.



La grande flotte

Juillet. La bonbonne de pluie explosa pile à
quatre heures.





***

No, niech w końcu otworzy okno,
by świat mógł uprzejmie przyjąć
nasze prośby:

taki siwy włos. Śmierć ofiarowała
swoją miłość cierpką

już dawno.



***

Alors, qu'il ouvre enfin la fenêtre,
que le monde puisse généreusement accueillir
nos prières:

un cheveu si blanc. La mort offrit
son aigre amour

il y a longtemps.








Żadna inna

Pomyśl tylko: cisza popołudnia, obrzęk
słońca dopala migotliwy lont chmur.

Ale niech cię nie zwiodą żadne obietnice,
bowiem prawda pojawi się na samym końcu.



Aucune autre

Réfléchis: le silence de l'après – midi, l'enflure
du soleil consume la mèche des nuages, miroitante.

Mais qu'aucune promesse ne te séduise,
la vérité n'apparait en fait qu'a la fin.




Przedstaw się!

Naprawdę, to niewiele. Jeszcze postawimy
tamten kredens. Pod ścianę. Albo bliżej pieca.
Potem już będzie po wszystkim.
Wśród innych rzeczy jego skromność jest wyjątkowa.



Présente – toi

C'est peu, vraiment. On le placera encore,
ce buffet. Contre le mur. Ou plus près du poêle.
Ce sera fini après.
Parmi les autres objets sa pudeur est remarquable.





Dreszcze

Wymieńmy się choćby imionami.
Słońce wdziera się do bram.

Czyż nie sądzone Ci to było wcześniej?
Miłość przychodzi niespodziewanie.



Les frissons

Échangeons ne serait – ce que nos noms.
Le soleil envahit les portes.

Cela ne t'était – il pas écrit avant?
L'amour vient à l'improviste.



                                                    Przełożyła: Angelika Gawlik


Angelika Gawlik – ur. w 1974 r. w Graulhet, we Francji. Romanistka, tłumacz z języka francuskiego. Żyje i mieszka w Świdnicy Śl.





Krystyna Łukasik w tłumaczeniu Agaty Jamroziewicz


Vivat Latina
Lingua latina-madre di figli numerosi
delle scienze e delle arti tutte
Madre delle gemelle-farmacia e medicina
Madre delle lingue-italiano, francese, spagnolo
Amica di Cicerone
di Dante e di Copernico
Amante della musica
un tempo suonata forte
oggi modestamente-piano
Nasconde più di un segreto
Abnegazione dei barbari
quelli di tempi lontani e quelli contemporanei
ha abbreviato la sua influenza
ha sotterrato più di una sapienza e conoscenza del mondo
perfino nei riti della chiesa
Nessuna lingua mai riuscirà a sostituire la sua erudizione ed eleganza
O tempora o mores
Latino torna!


Agata Jamroziewicz żyje we Wloszech od ponad 25 lat,
skończyla studia językowe na Uniwersytecie Sapienza w Rzymie.


Wiersz z tomu:

Krystyna ŁUKASIK. "Znowu prawda". Nowa Ruda : Wydawnictwo Mamiko, 2012
ISBN 978-83-60224-81-6


II.XI. 2011

Vivat Latina
Łacina – matka wielodzietna
Nauki i sztuki wszelakich
Matka bliźniąt- medycyny i farmacji
Matka języków – włoskiego, francuskiego
hiszpańskiego
Przyjaciółka Cicerona
Dantego Kopernika
Miłośniczka muzyki
niegdyś grzmiała forte
Dziś skromnie – piano
Ukrywa nie jedną tajemnicę
Abnegacja barbarzyńców
dawnych i współczesnych
ukróciła jej wpływy
pochowała nie jedną mądrość
i wiedzę o świecie
nawet w obrzędach kościelnych
Jej erudycji i elegancji
nie zastąpi żaden język
O tempora o mores
Łacino wróć!


Krystyna Łukasik mieszka w Gliwicach. W Mamiko wydała dwie książki "Trzecia prawda" i "Znowu prawda".




Věra Kopecká

Przełożył Krzysztof Karwowski

Nad jeziorem
Lustro wody opisane
dzikich kaczek
klinowym pismem
Czy chcą nam coś powiedzieć
przeganiane przez nasze
kroki


Wybór
Przeszłość
podobna jest do krzyża
Gdyby tak uwolnić się od niej
Co zostanie z nas
Dzieci
o dojrzałych twarzach


Jesienna wiadomość
Tysiące kolorowych listów
wysłała jesień z koron drzew
na adres ziemi
a ona czyta je przez sen
pośpiesznie
w deszczowe noce
zazdrosna woda
deszczu łzami
omywa słowa
i zabiera je daleko hen


Zbliżenie
Tak bardzo chcę
zbliżyć się do ciebie
Kroplami wspomnień
jak deszczem
z pyłu szarości
opłukują mnie
moje drogi
Rozpalone węgielki
kamyczki o ostrych krawędziach
nie wygładzonych przez czas
i tylko ty
potrafisz wyleczyć
blizny po nich
Zbliżam się do ciebie
jakby tęczy łuk
cicha pieśń łąki
ciągle
pulsująca
na twej dłoni


Koniec jesieni
Aż po czubek głowy
tkwię w przeszłości

Przy tobie rozpromieniam się
A jeszcze dziś
płoną znicze na grobach
mistycznym falującym
oddechem
Przy tobie rozpromieniam się
i nastaje kolejny
przejrzysty dzień
wczesnogrudniowy


Rzeka
Gdybyś na brzegu rzeki
spoglądał w nurt
stojąc naprzeciw
uśmiechając się wiedz
że rzeka jest życiem
rzeka jest snem
przewalającym się
skalnym korytem
Chcę dostać się na brzeg
ale bezwolna w tym nurcie
wciąż do przodu prę
obijam swe ręce
na skalnym występie
A ty dostrzegasz mnie
gdzie wody toń
by patrząc mi w oczy
podać swą dłoń


Linie równoległe
Deszcz wypłakuje się w okno
jak samotność moja
a słońce ukrywa się
ponad chmurami
jak ty
przed naszym spotkaniem
Teraz obejmujesz mnie milcząc
w głębi
siebie
i spojrzenia


Książka
Otwierasz mnie
jak książkę
Strona po stronie
pełna jestem
wierszyków
wzdychających do linii
i kształtów na skórze twoich dłoni
zapisanych



BIOGRAM

Věra Kopecká – (ur. 14.07.1951 r. w Turnovie) ukończyła kierunek pedagogiki w zakresie matematyki wykreślnej na wydziale matematyczno-fizycznym Uniwersytetu Karola w Pradze.
W latach 1980-1985 przeszła szkolenia w zaresie Szkoły Ludowej w Pradze: prezentacja twórcza, teatr, poezja, twórcość literacka. W latach 1989-1991 odbyła szereg kursów Klubu Twórców Ludowych.
Wydała kilkanaście książeczek poetyckich. Jej poezja bazuje głównie na wątkach osobistych i liryczno-przyrodniczych. W ciągu ostatnich lat zainteresowała się fotografią (głównie o tematyce przyrodniczej). W roku 2000 jej prace były eksponowane w bibliotece publicznej w Broumovie, a w 2001 w Nowej Rudzie.
Věra Kopecká interesuje się także tekstylnymi (a także innymi, wykorzystującymi tworzywa naturalne) technikami artystycznymi. Do Broumova przyjechała w 1992 roku. Jest nauczycielką matematyki, pracy przy komputerze i technik tekstylnych w szkole podstawowej.








Andrij Bondar



Bohdan Zadura- ur. 1945 - poeta, prozaik, krytyk literacki, tłumacz; członek redakcji kwartalnika "Akcent" i miesięcznika "Twórczość". Autor 16 tomów wierszy, 5 książek prozatorskich, kilku krytyczno-literackich. Ostatnio (2002) opublikował tomy wierszy "Ptasia grypa" i "Stąd" oraz tom szkiców i felietonów "Między wierszami". Najnowsza książka to tom wierszy "Kopiec kreta" (2004). Od urodzenia mieszka w Puławach.

Andrij Bondar- ur. 14 sierpnia 1974 w Kamieńcu Podolskim. Poeta, tłumacz, publicysta. Wydał dwie książki: "Wiosenna herezja" (1998) oraz "Prawda i miód" (2001). Przetłumaczył na ukraiński "Ferdydurke" Gombrowicza. Jego wiersze ukazały się po polsku w nr. 4/99 Literatury na Świecie w przekładach Adama Wiedemanna i Marii Pastyrczyk. Ostatnio przebywał w Warszawie i Krakowie na zaproszenie Ministra Kultury. Żonaty, mieszka w Kijowie.


Wiersze Andrija Bondara w tłumaczeniu Bohdana Zadury


Wiersz który nigdy nie zostanie przetłumaczony na języki obce

w ukraińskiej encyklopedii literatury
nie ma not biograficznych kena casey'a williama carlosa williamsa
nie ma artykułu o pokoleniu bitników i z jakiegoś powodu
nie przywołano żadnego przedstawiciela
tego pokolenia

ale są w ukraińskiej encyklopedii literatury
wyczerpujące artykuły o twórczości muchtara ałezowa i abaja kunanbajewa
a także grygoła abaszydze – autora cyklu poetyckiego
„Lenin w Samgori”
o licznych ros. kazach. gruz. ukr. radz. (a czasem też „ros. i ukr. radz.”)
pisarzach
członkach KPZR i szeregowych
nosicielach postępowych idei

jest andersen nexØ sherwood anderson ivo andrić ihor antonycz
(chociaż nie wiem co on tam robi)
andrella andricoju i trzech andrijewskich
i nawet emma andijewska jest
nie mówiąc już o andrijczuku mychajle mykołajewyczu
członku KP USA z 1919 roku
nie ma już i nie będzie o andruchowyczu
o andrusjaku też nie będzie
jest andrijaszyk i andrij kesaryjski
nie obeszło się i bez andrijczuka
kesara omeljanowycza

no cóż – cesarzowi co cesarskie

i wszystko to powstawało w czasach kiedy już nie nadeptywano
żelaznym służbowym butem na jaja akademikom
dr nauk filologicznych i zwykłym kandydatom nauk filologicznych
którzy siłą rozpędu
pracowali sobie spokojnie
bo inaczej nie mogli i nie umieli

chwalić boga jest tam o abelardzie i arioście
jest o tomie wolfie i virginii woolf
obok artykułu o romanie mychajłowyczu wulu
autorze krytycznoliterackiego szkicu
„M. Gorki na Krymie”
a o tomie wolfie drugim już nie ma
(Po co nam dwóch tomów wolfów?)

o kłapouchym franzu kafce jest
o krótkowzrocznym konstandinosie kawafisie jest
nawet o szalonym paulu verlainie jest
a o stefanie georgu już nie ma

nie ma borysa viana jest vian tudor wiwiani raffaele
nie ma danilo kiša ale jest egon erwin kisch
nie ma maurice'a blanchota ale jest blasco ibanez
nie ma sacher masocha ale jest jurij zachowaj (umarł we lwowie)
nie ma georga heima gotfrieda benna jeana geneta
i chwała bogu

nie ma hrabala bohumila ale jest grabowycz george (hryhoryj)
co nie może nie cieszyć
jest grass günter (pod daniłą graninym)
nie ma gary romaina ale jest garai gabor
węgierski tłumacz r.m.rilkego i witalija korotycza

a może oni o tym wszystkim nie wiedzieli
może i do dziś nie wiedzą i do dziś wygodnie siedzą jak zjawy jak cienie
w pocerowanych szarych garniturach w zakurzonych gabinetach
instytutu literatury ukraińskiej akademii nauk
wypełniając swoimi starczymi ciałami
chorą ukraińską czasoprzestrzeń

jest hegel hebbel nie ma geobelsa
a on przecież też pisał
jest wasyl hay (choć jaki tam z niego gay?)
john gay jest hejne jest a heinego nie ma
jest króciusieńko o herasymiuku
a o herbercie zbigniewie – ani słowa
natomiast jest o herbercie xavierze
(słyszeliście o takim?)
mam nadzieję że z herbertem sytuację wyprostują
w ostatnim tomie
kiedy będzie na „Z”

i w ogóle z polakami jakoś tradycyjnie kiepsko
gombrowicza nie ma być może dlatego
że na literę „g” w ogóle nie ma nikogo
bo nie ma również takiej litery
hłaski marka nie będzie i pod literą „ch”
a wojaczka pod litera „k”
nie mówiąc już o bursie różewiczu i innych niepokornych

z żydami jeszcze gorzej niż z polakami
szmul agnon jest a już isaaka b. singera nie ma
czemuś i saula bellowa nie ma i edwarda doctorowa nie ma
choć jest tamara naumivna denisowa (ze zdjęciem)
która o nich pisała
tak samo jest bażan który bezsprzecznie
zasługuje by tam być
(choć nie raz mi dowodzili, że
jaki tam z niego żyd)
ale nie ma josifa brodskiego philipa rotha
choć jest margeryta aliger
i to też nie może nie cieszyć

z niektórymi rosjanami
to nawet gorzej niż z żydami
ale najgorzej zapewne z ukraińcami
bo z nimi zawsze najgorzej

ale kimże ja jestem, żebym ich wszystkich osądzał?




Kto był rozpięty na szwajcarskim krzyżu?

Ta gibka i niska szwajcarska dziewczyna
wymyśliła swój rytuał
aby jakoś wyjaśnić naturę twórczości

I w rzeczy samej,
co przyciąga ludzi do tworzenia
lęk nieistnienia poza innymi ludźmi
czy przeciwnie
lęk przed czyjąś brutalną ingerencją
w ich prywatną przestrzeń?

właśnie dlatego odważyła się na eksperyment

Nie wie jeszcze
jak zareaguję na jej dziwactwo
wyzwę i
wyrzucę kopniakiem w tyłek na ulicę
czy zgwałcę a potem potnę
i wyślę listem wartościowym do ambasady szwajcarskiej?

Po tych azjatach
wszystkiego można się spodziewać

a może zwyczajnie
miło zjemy kolację
sałatę odsmażony ryż i nieodmiennie
mołdawskie wino
z posmakiem stęchlizny

porozmawiamy w pigeon English
czy skończyła się już renowacja
bramy brandenburskiej
czy w berlinie poszły w górę ceny
artykułów pierwszej potrzeby
bo każdy ukraiński pisarz
niezmiennie musi to wiedzieć
aby być przygotowanym na to
co go czeka za kilka lat
kiedy jego kraj odmówi obsługiwania
jego nieuprawnionego istnienia

ona nie wie nawet tego
że jestem zdeklarowanym pacyfistą
choć nie pobożnym chrześcijaninem
że chociaż jej rytuał wydaje mi się czystym dziwactwem
to jednak piszę z ochotą
być może jej obecność pod stołem mi pomaga

wie tylko
że jestem ukraińskim pisarzem
28 lat brodaty blondyn w okularach żonaty
nie mam dzieci chociaż mam kota
trochę nieśmiały
ale całkiem życzliwy i przyjazny

wie że dotąd nie miałem podobnego doświadczenia
bo zazwyczaj stronię nie tylko od ludzi
ale i od dookolnych dźwięków zapachów dotyków
od tej całej idiotycznej ukraińskiej rzeczywistości
która nachalnie dzwoni do drzwi
krzyczy z ekranów telewizora
zieje na ciebie spalinami w komunikacji publicznej
od tych popękanych i surowych twarzy
które nie rozumieją twego języka
od tego dziurawego ukraińskiego nieba
w którym kłębią się myśli uczucia nadzieje
od tej wiary w nie wiadomo co i nie wiadomo po co

leży cichutko pod stołem
i nie zadaje głupich pytań
czy język ukraiński podobny jest do rosyjskiego
czy ukraińcy chcą do zjednoczonej europy
bo jest szwajcarką
a szwajcarzy to ludzie bardzo neutralni
choć jak widzę bardzo mili i swoiści
i mieli w dupie jakieś tam procesy zjednoczeniowe

mam pewność że nie jest szalona
bo w pełni uświadamia sobie
konceptualność swych dziwactw
i po słowiańsku łagodnie się uśmiecha

przyniosła mi odrobinę
swego rozumienia współpracy między ludźmi
chociaż nie przywiozła mi w prezencie
prawdziwego szwajcarskiego sera
a ja nigdy nie próbowałem
prawdziwego szwajcarskiego sera
i dobrze że nie przywiozła
bo by się zepsuł po drodze

chociaż podobno właśnie zapleśniały ser
ma zbawcze właściwości i nawet leczy
raka dusznicę bolesną wrzody żołądka

a może to taka forma świętości
może ona jest daleką krewną
jakiegoś średniowiecznego katolickiego świętego
i te gwałtowne geny nie dają jej spokoju
dopiero teraz
święta andrea i święty andrzej
w końcu się spotkali

ona – pod stołem
on – za stołem

obydwoje tak samo samotni
tak samo obydwoje dalecy

chociaż kto wie




Sezonowe przeceny

jutro muszę przejść się po sklepach
bo może być za późno
sezonowe przeceny sami państwo wiedzą to rzecz niepewna
temperatura zmienia politykę cenową
życie staje się coraz bardziej uporządkowane i precyzyjne
termometr dyktuje politykę cenową
żółte liście cicho spełzają z nieba
zatem jutro trzeba zatroszczyć się o lato
zrobić zapasy koszulek i szortów
kupić sportowe buty do kręgielni

właśnie jutro 15 października podmioty staną się dopełnieniami
a orzeczoniom zrobi się strasznie od tego okolicznika
że już nigdy nie będzie ciepło chociaż jak rozwodzą się
meteorolodzy o jakimś babim lecie
które tym razem ominęło nas i nasze kobiety
że czas utracony i przejście na czas zimowy
nieubłaganie zwiększy ciemność w bramach
i doda roboty pracownikom pogotowia

nawet przyjazny uścisk ręki już nie cieszy
jak nie cieszą kolorowe kulki ze znanego dowcipu
jak nie cieszą zwierzęta miejskiego zoo
które zapadają w tradycyjny zimowy sen
jak nie cieszą skasowane bileciki
przez które chyba tylko patrzeć na skąpe październikowe
słońce które z przyzwyczajenia podnosi oczy
handlując swoim podstarzałym ciałem

pierwsza jesieni która nie podarowałaś mi żadnej pajęczyny
ty na pewno zapowiadasz jakieś zmiany w życiu
wirusowy hepatyt wyścig zbrojeń codzienny terroryzm
zmniejszenia pensji i ilości nerwowych komórek
pozostaje chuchać na zamarznięty termometr
spodziewając się jakichś zmian
przecierać zapotniałe szkła w metrze
czytać reklamy sezonowej przeceny na ruchomych schodach
przedłużać to niewesołe istnienie
mimo wszystko




List do K.

pamiętasz że pod koniec lat dziewięćdziesiątych
kilka razy jeździliśmy na wakacje do Bułgarii?
pamiętasz tanie wino i gin miejscowej produkcji
tani najtańszy na świecie gin?

jak nam tam wszystko było po guciu
jakie tam wszystko było wspaniałe
midi z czosnkiem musaka czuszki tarator winogrona brzoskwinie smażona caca

ogromny talerz smażonej cacy!

pamiętasz te plaże gorącego piasku
usiane żółto-białymi niedopałkami strzykawkami ciałami
i czarne morze z meduzami kutrami plamami ropy topielcami?

i wysuszonego starego cygana który grał na gadułce
bardzo dziwny instrument – coś między wiolonczelą skrzypcami i łukiem?

stary niemyty cygan (uprzedzam że jego niemytość nie odnosi się
do wszystkich cyganów – to była tylko jego niemytość)
ubrany w stary nie wiadomo kiedy kupiony garnitur i białą koszulę
prowadził na łańcuchu brunatnego niedźwiedzia

wtedy wydawało się że ten niedźwiedź jest po kilku zawałach
sierść wypłowiała na słońcu oczy pod mętną powłoką starte pazury

pełne i ostateczne upokorzenie

ślina kapała na piasek
i zmieniała się w drogocenne perły

to było widowisko nie dla nerwowych
jeden tylko stary niemyty cygan dostrzegał
w tym wszystkim jakąś atrakcję
nawet dzieciom było ciężko patrzeć na tego niedźwiedzia
one wybłagiwały u rodziców jabłka rachatłukum i fistaszki
i podkarmiały tego weterana Wielkiego Cygańskiego Imperium Rozrywki

wtedy ci powiedziałem
bardzo dobrze pamiętam to swoje zdanie
wtedy ci powiedziałem:
„a my jeszcze narzekamy na zoo – te nieszczęsne stworzenia tam przynajmniej karmią”
a ty powiedziałaś:
„Boże jaki nieszczęsny miszka”
tak właśnie powiedziałaś miszka

potem wróciliśmy do domu i
i długo wspominaliśmy te gorące wakacje
pamiętasz schodziła mi skóra od słońca
wiesz ze nie mogę być za długo na słońcu

a kilka dni temu znów wrócił do mnie ten stary niemyty cygan i
rudy nieszczęsny niedźwiedź na łańcuchu

może nie warto ci o tym opowiadać
ale przez te lata tyle wzajemnie opowiedzieliśmy sobie głupot
że nie mogę się powstrzymać

no więc słuchaj:

gdzieś przed rokiem jakaś niemiecka organizacja opieki nad zwierzętami
(wiesz, że ci niemcy do wszystkiego mają jakąś organizację)
postanowiła pomóc nieszczęsnym cygańskim niedźwiedziom i
przeznaczyła wielki grant na ich rehabilitację
pieniądze trafiły na konto jakiejś bułgarskiej organizacji
i bułgarzy długo nie myśląc wypłacili te pieniądze cyganom

i wiesz co zrobili cyganie?
wiesz co zrobili ci pieprzeni cyganie?

KUPILI SOBIE NOWE NIEDŹWIEDZIE A STARE WYGNALI DO LASU

i teraz mi powiedz:

JAK PO TYM ŻYĆ DALEJ???







MARIAN DZIWNIEL SUR LE CHEMIN DE LA LIBERTE



L'intérêt des livres qui décrivent le passé récent de notre pays, la Pologne, augmente avec la quantité d'observations et surtout d'expériences vécues que leurs auteurs peuvent nous transmettre.
Marian Dziwniel a décrit dans „ Znad Niemna przez Odrę nad Sekwanę” (Du Niemen en passant par l'Oder jusqu'a la Seine), sa propre histoire, dont le fil s'est trouvé pris dans l'immense engrenage de l'Histoire, se déroulant dans les & << Confins >> (territoires annexés par les Soviétiques apr&egrave;s la 2e Guerre Mon-diale en passant par la Pologne du temps de la naissance de Solidarnosc pour arriver jusqu&#8217;&agrave; la vie d&#8217;immigré en France.

M. Dziwniel est né en 1946 &agrave; Stara Debowa (Biélorussie actuelle), citoyen de l&#8217;Union Soviétique de nationalité polonaise dans une famille de propriétaires terriens. Les vagues successives de collectivisation et de dénégation de la religion, ont marqué de leurs empreintes le petit Dziwniel. Ainsi, il a pu apprendre de la part de ses &laquo; camarades &raquo; communistes que Dieu n&#8217;existait pas (la famille Dziwniel était catholique), qu&#8217;il était fils d&#8217;un Koulak (propriétaire terrien, mal vu de l&#8217;URSS communiste) et qu&#8217;enfin Staline était un surhomme et un génie dans tous les domaines de la connaissance humaine&#8230;

En 1958, apr&egrave;s avoir été spoliées de ses biens, la famille Dziwniel arrive en Pologne, plus précisément &agrave; Swidnica dans le Sud Ouest. C&#8217;est l&agrave; que Marian Dziwniel, employé de l&#8217;usine de pompes SFUP, a été un des fondateurs et membres actifs du syndicat Solidarnosc.
C&#8217;est en lien avec cette activité, qu&#8217;il a été sujet de surveillance et de pressions de la part de la milice communiste pour finir par &ecirc;tre interné suite au coup d&#8217;état du général Jaruzelski.
Au sujet de cette période M. Dziwniel écrit sur sa foi dans la juste cause, sur sa lutte pour faire sortir la vérité qui se trouve hors de l&#8217;histoire officielle avec toujours, sous-jacente, la peur pour sa propre famille, pour soi, pour l&#8217;avenir de ses enfants que son activisme peut compromettre.

En 1982, M. Dziwniel et sa famille, &agrave; l&#8217;instar de beaucoup de ses concitoyens, a du quitter son pays avec un aller simple, en direction de la France.
En 1989, lors du premier retour dans sa patrie, l&#8217;auteur,est tr&egrave;s fier de son pays...malgré tout.

Ainsi synthétisée, apparaît la vie de Marian Dziwniel, et pour en découvrir tous les détails, il faut se plonger dans le livre, ça en vaut la peine. Mon but n&#8217;est pas de résumer l&#8217;&#339;uvre, je voudrais plutôt faire sortir en exergue l&#8217;immense charisme de l&#8217;auteur, son acharnement dans une lutte pour une idée en laquelle il croyait. Pendant toute son existence, M. Dziwniel a du affronter les courants contraires de la vie, de la soviétisation du pays de son enfance, en passant par le syst&egrave;me dégénéré de sa Patrie jusqu&#8217;&agrave; l&#8217;adaptation &agrave; une nouvelle vie dans son pays d&#8217;accueil, la France.
Ca a réussi. M. Dziwniel est maintenant un homme accompli, ceci car il a su garder pendant tout son combat sa droiture et sa &laquo; face &raquo;, ce qui dans une époque d&#8217;exhumation du passé récent de la Pologne n&#8217;est pas le cas de tous les &laquo; héros &raquo; qui confrontés &agrave; l&#8217;éclairage de l&#8217;Histoire perdent du jour au lendemain cette &laquo; face &raquo;.

„Znad Niemna przez Odrę nad Sekwanę” peut &ecirc;tre considéré comme une voix dans la discussion actuelle sur l&#8217;état de la Pologne. Seul M. Dziwniel avec la perspective de son expérience a le droit de demander : Que faites-vous de notre liberté ? Que sont devenus les principes de solidarité pour lesquels nous avons combattu ? Pourquoi les jeux politiciens déterminent l&#8217;avenir de la Pologne ? J&#8217;esp&egrave;re seulement que ce n&#8217;est pas vain de chercher la réponse &agrave; ces questions.

Je terminerai, avec l&#8217;appel de l&#8217;auteur : „ Apprenons &agrave; pardonner. Mais pardonner ne signifie pas oublier”.

                                                   Ewa Zeberkiewicz.

Marian Dziwniel.
Znad Niemna przez Odrę nad Sekwanę Wydawnictwo Mamiko, 2007






ANDRIJ BONDAR


Andrij Bondar- ur. 14 sierpnia 1974 w Kamieńcu Podolskim. Poeta, tłumacz, publicysta. Wydał dwie książki: "Wiosenna herezja" (1998) oraz "Prawda i miód" (2001). Przetłumaczył na ukraiński "Ferdydurke" Gombrowicza. Jego wiersze ukazały się po polsku w nr. 4/99 Literatury na Świecie w przekładach Adama Wiedemanna i Marii Pastyrczyk. Ostatnio przebywał w Warszawie i Krakowie na zaproszenie Ministra Kultury. Żonaty, mieszka w Kijowie.

ADAM WIEDEMANN (1967) – poeta, prozaik, felietonista Res Publiki nowej. Wydał trzy tomy wierszy: „Samczyk” (1996), „Rozrusznik” (1998) i „Konwalia” (2001) oraz dwa zbiory opowiadań: „Wszędobylstwo porządku” (1997) i „Sęk Pies Brew” (1998), oba nominowane do nagrody NIKE. Laureat nagrody Fundacji Kościelskich (1999). Mieszka w Krakowie.

6 wierszy Andrija Bondara w tłumaczeniu Adama Wiedemanna



Sakramentalne

kiedy z rozdeptanych ścieżek
wyrosną kwiaty
wzejdą jak dziwne barwy śmierci

kiedy ze starych skrytek
zapomniane kwiaty
wyrosną jak dzieci z pieluch

i niby martwe
zjadą zwinnymi rzęsami
w cichą rzekę a wśród nich
jedna twoja

nie ty nie ja a ktoś święty
zbudzi słońce i zerwie
cienką nitkę i zadrży
na skórze tajemniczy zdrój

niczym na trawie rosa

w tę noc ja będę twój
w tę noc ty będziesz moja

a może...



* * *

Jakie pustkowie. Wkoło ani ciszy
ani gromu, ni wiatru ni pełni.
I ktoś spopieli niemy pocałunek
w jaskrawym zlocie owadów.

Lecz i dotychczas nikt nie przeniósł
śmiertelnej czary ponad zgrają ptactwa.
Lecz i dotychczas nikt nie zgasił
latarek ponad oślizgłą brukiewką.

I od tej pory tak przykro spojrzeć w oczy,
zlepione rzęsy przytulać do ust
i złościć tego, który nigdy nie żył
i nie umrze
(albowiem napisano...)



Sonetoid

gdy stroskany jesienny żółty liść
chwiejnie spada na ziemię
i lecąc chwyta się fal
dłońmi spłoszonych żagli

zbiera sygnały statków przeźroczystych
i cicho pije orkiestry siwych gwiazd
kiedy o morzu śpiewające wiatry
zachłyśnięciami zachłyśnięte wiodą

niemądry taniec szybko osowiawszy
i w głębi wody odnalazłszy sen
i nastrój śmierci przywiedzie do siedzib

gdzie znajdziesz chleb i ogień herbatę i tę
która marzy wariuje i ginie
niebawem dotykając twoich ciepłych ust



Do ojczyzny

Koniec stulecia. Sto leciwych lat
Minęło niczym audycja poranna.
Ciastkiem historii dokarmiła zad
Zmanierowana, sado-histeryczna panna.

Lecz ja wyrażę patos przecierpianych dni
I suk współczesnych pokąsane sromy...
Śniegi leżą... Ja piękna wcielam złote sny,
Jam Edyp, co opuszcza Teby oślepiony.

Dla ciebie śpiewam, ojczyzno kochana,
Moja Jokasto, wiecznie emfatyczna,
Wiecznie na fazie, słońcem rozbuchana
I sennie-planetarnie-lunatyczna.

Ja wydobędę z serc twardych jak granit
Miłości niekłamanej kąsek pchli...
I koniec spotka mnie mile widziany...
A ty wycmoktasz parę litrów krwi.



Akwasonet

Modniś i smakosz, czerwony aksamit,
Roztrącał krasę wody, co się perli,
Pod śniegiem dusił się czubek Howerli
Przejrzysty lód nadymał się rzekami.

Iluzji rybich łuskosrebrne mity,
Pstrąg-lodołamacz swoim skrzekotliwym skrzelem
Rozbijał muszle, więdły asfodele,
A gołe diuny były mosiądzem spowite.

Rak, jak zwykle ubrany w chitynowy chiton,
Nie odstępują go ślimak i tryton
I nierozmowne księstwo ospałych ropuszek.

Niechaj na Dniestrze, Prucie, Sanie, Cichym Donie
Panuje trójząb twój, łemkowski Posejdonie!
I czemuż ja nie jestem Owidiuszem?!



* * *

Buńczuczne skwarki! Sypię biały śnieg
Na wasze nogi, tułowie i ręce.
Gorliwie będę bronił leż, gdziem legł,
Klozetów swych i męki pchlich udręczeń

Wam nie przebaczę. W kątku tkały dwie
Cichutko snując z waty białą nitkę,
Wariacki ptaszek swoje ku-ku tnie,
I skrzypki toną w zaświatach ochryple.

Jak z cebra deszcz po szybach się rozdzwonił,
Twórczość na mgnienia rozpada się w mig –
I z tego mgnienia każde mgnienie nowe

Jak krew w aorcie pulsuje nerwowej.
A wesolutki błękit szturmem wnikł
Do świeżych rivieryjskich kurortowych woni.








Wojciech Brzoska




krótkie streszczenie letniej, a jakże gorącej telenoweli:
Pustkowo 2001-Neverending Story (w wolnym tłumaczeniu-
Co mi zrobisz jak mnie złapiesz czyli Który przeżyłeś zamiast wypocząć),
a więc 7 dni z życia kilku osób, które postanowiły wyjechać razem
na wakacje


R znowu walczy o względy byłej M, której
dalej podoba się W, który stara się zwrócić uwagę
M2, która tego nie zauważa, ponieważ

R traci siły w walce o M, która nie traci sił w walce
o W, który niepotrzebnie traci siły względem M2,
która o niczym nie wie, gdyż

R jest coraz bardziej zazdrosny o M, która zaczyna
być zazdrosna o W, który robi się zazdrosny
o M2, która woli dosiadać

czerwony hydrant, który tego nie widzi, bo
nie ma oczu, podobnie jak i poczerwieniały ze
złości R, który wreszcie dopada

zaskoczonego W (którego wcześniej ostrzegał),
który właśnie wraca z długiej rozmowy z M,
której znowu tłumaczył, że NIE, i która znowu

NIE zrozumiała, albowiem
zazdrosny R wpada w szał, który uderza
zaskoczonego W, który stara się jeszcze coś

wytłumaczyć, ale po chwili widzi , że
jest już za późno i zastanawia się, który
z nich wyjedzie pierwszy, bo przecież razem

dłużej tego nie wytrzymają, ani on,
ani nikt inny, który był jeszcze
tego świadkiem.






a brief summary of a hot soap:
Pustkowo 2001 - Neverending Story (in translation - What will you do if you catch me - that is - Who survived instead of rest), seven days from a few people's life, who decided to spend holiday together

R fights again for favours of ex M,
who finds W very exciting, who tries to
catch M2 attention, who doesn't
notice it, because

R loses his power in fight for M,
who doesn't lose her power in fight for W,
who unnecessarily loses his power because of M2,
who doesn't know about it, because

R is more and more jealous of M, who
starts to be jealous about W, who starts
to be jealous of M2,
who prefers sitting on
a red hydrant which doesn't watch it,
because hasn't got
eyes, as turned red R,
who eventually gets

surprised W (who was warned before),
who returns from a long talk with M,
whom he explained, that NO and who again

DIDN'T understand, because
jealous R gets in madness, which hits
surprised W, who tries to explain

something but he sees it's too late
and wonders who will leave first
because together

they can't stand it, nor him
nor anybody who was a witness.




Translated by Izabela Rzychoń









***

cztery zgrabne foki kreślą swe ósemki
w rytm buddyjskiej muzyki,
dziwimy się ciszy
rodzącej się wokół
każdego ich pląsu,
i tak już stoimy
zastygając w posąg.

tak chce nam się milczeć,
kiedy wciąż ci ludzie
gadają bez przerwy
zamiast tylko patrzeć

jak cztery zgrabne foki kreślą swe ósemki
w rytm boskiej muzyki,
przemienieni w posąg
dziwimy się głosom:
człowiek jest na Ziemi
najwyższą istotą?



Hel, sierpień 2002






* * *

four deft seals draw their eights
in the rythm of Buddhists music
amazed we are at the silence
arising around
their every dance
and so we stand
freezing in a statue

we want to fall silent
when all these people
talking heads off
than watch only

how four deft seals draw their eights
in the rythm of godlike music
turned into a statue
surprised by voices:

Man is the greatest creature on earth?



Hel, August 2002



Translated by Izabela Rzychoń






sztafeta

paczka chusteczek, której zapomniałem z domu
leży zgubiona po kryjomu
przez kobietę, mijaną przeze mnie
w drzwiach autobusu.

leży, uśmiecha się i czeka
na mój ruch,
jednak z nas dwóch
na następnym przystanku
schyla się po nią

ktoś inny






relay


tissues, which I left behind home
lay lost in secret
by a women passed by
in a bus' door

lay, smile and wait for
my move
but from us two
on the next stop
someone else

stoop down for them




Translated by Izabela Rzychoń









Wojciech Brzoska- ur. 1978, poeta, redaktor Magazynu Literackiego "Kursywa".
Absolwent kulturoznawstwa UŚ w Katowicach.
Autor trzech tomików: Blisko coraz dalej (2000),
Niebo nad Sosnowcem (2001), Wiersze podejrzane (2003).
Mieszka w Sosnowcu.
e-mail: w.brzoska@wp.pl


Izabela Rzychoń- ur. 1979, tłumaczka z języka angielskiego, absolwentka socjologii
UŚ. Mieszka w Siemianowicach Śląskich.
e-mail: isabell@interia.pl

















© 2001 - 2017 - Mamiko